
Czy wiesz, dlaczego kruk jest podobny do biurka? To cytat z powieści „Alicja w krainie czarów” Lewisa Carolla i zarazem zagadka podczas Zwariowanej Herbatki u Kapelusznika i Marcowego Zająca.
To mój [Ela] ulubiony fragment książki o przyjęciu poza czasem, gdzie nie ma reguł, a wszystko staje na głowie. Czas się zatrzymał, bo Kapelusznik pokłócił się z Czasem, gdy na przyjęciu Królowej Kier niewłaściwie zaśpiewał piosenkę „marnując czas”. Na zegarku jest zawsze godzina szósta, pozornie czas herbaty, choć na nic nie ma czasu. Czas na herbatę, która nieustannie trwa. Coś nieukończonego. Dzieje się wszystko i nic.
Warto być w dobrej relacji z Czasem
To mistrzowska scena napisana piórem profesora matematyki, a więc ma ukryte znaczenia, lingwistyczne akrobacje czy odniesienia do logiki. Zawieszenie w czasie – lub inaczej – brak czasu to tajemnica poznania. Siebie i innych. Tak samo eliksiry, ciastka i klucze, które zmniejszają lub zwiększają wzrost Alicji. A chodzi o to, żeby w świecie rożnych charakterów i osobowości nie być ani za dużym, ani za małym, ale być zawsze sobą. Wzrost idealny.
Zagadka o kruku i biurku to jedna z najsłynniejszych łamigłówek w literaturze, kulturze i chyba w ogóle. Męczono o jej wyjaśnienie autora, męczyli się z nią znani i nieznani po dziś dzień. A warto być w dobrej relacji z Czasem. I gdy jesteś w dobrej relacji, to dobrze bawisz się na herbatce z Alicją i Kapelusznikiem w Teatrze Cortique. Kiedy tam wkraczasz, to niczym siedmiolatka z Anglii wpadasz do innego świata. A przecież są to dobrze znane Jeżyce i ulica Mansfelda 4. Czy to możliwe, że właśnie w tym fyrtlu jest owo tajemnicze przejście do Krainy Czarów ludzkiej duszy?

Dzieci potrafią!
Kiedy zmierzałam na dziecięcy spektakl w spokojne, niedzielne popołudnie, to z ciekawością przyglądałam się spacerowiczom w różnym wieku, którzy najwyraźniej podążali w tą samą stronę. I faktycznie! Spotkałam tych wszystkich dorosłych na widowni. A ta pękała w szwach: duzi i mali widzowie z niecierpliwością czekali na początek przedstawienia. Coś mi to przypominało… I niedługo po tym, jak na scenie pojawili się artyści, już wiedziałam – widowisko Dziecko Potrafi!
Pewnie wśród Was znajdą się jeszcze tacy, którzy w latach 80. oglądali przed telewizorami lub podziwiali w poznańskiej Arenie imponujące, dziecięce widowisko „Dziecko potrafi”. Co to było za wydarzenie! Znani pomysłodawcy jak Krzysztof Jaślar, znani artyści jak Bohdan Smoleń, grupa VOX, Beata Kozidrak, czy Anna Jurksztowicz, a to wszystko pod muzyczną batutą samego Zbigniewa Górnego wraz z orkiestrą. To był nasz Poznań. Z czasów, gdzie nikt nie był ani za duży, ani za mały, aby zrobić coś wielkiego dla najmłodszych. W Poznaniu powstawało wiele projektów artystycznych dedykowanych dzieciom: koncerty, przedstawienia, pokazy czy filmy. Jak to się działo, że w tych siermiężnych czasach kultura skierowana do młodego widza była na tak wysokim poziomie?
I to też tak bardzo ujmuje w poznańskim teatrze dla najmłodszych (i nie tylko) na Jeżycach, gdzie wraca czar tamtej sztuki: jest balet i śpiew operowy, i pokazy akrobatyczne, i trochę popisów cyrkowych, i przełamanie granicy kontaktu z widzami. To jest naprawdę sztuka zaangażowana, która sprawia, że widz staje się częścią opowieści o Alicji w Krainie Czarów.
– To był nasz cel – przyznaje zdecydowanie Gabriel Kaczmarek, kompozytor. – Chcieliśmy też zrobić coś, co będzie łączyło całe rodziny, gdzie nawet dorośli spojrzą na akrobacje powietrzne za zachwytem i nie będą się nudzić. I najmłodsze dzieci, które będą miały cały czas bodźce wizualne. Jest ta bliskość.
Po spektaklu, na spotkaniu gości i artystów pojawia się też Anna Niedźwiedź, dyrektorka Szkoły Baletowej Anny Niedźwiedź i Teatru Cortique. Choć spektakl na deskach teatralnych jest od dekady, przeżywa go nie z mniejszym przejęciem niż jego debiut. Ale przecież dla kolejnych uczniów i dzieci na widowni to jest często debiut, więc nie dziwią emocje.
– Sama pamiętam z dzieciństwa, jak bardzo jest to ważne. Mój pierwszy kontakt z operą to była trauma. Zabrali nas na Halkę. Dlatego tworząc nasz teatr, chciałam uniknąć tych wszystkich błędów – opowiada Anna Niedźwiedź. – Celem tej sceny jest praca sceniczna naszych uczniów. Wszystko zaczęło się od szkoły i jest ona naszym priorytetem. Ale jeśli chodzi o najmłodszego widza, to chcemy o niego zadbać pod każdym względem. Największym dla nas komplementem jest to, ze choć jest to godzina spektaklu – dużo i mało – to dzieci nie chcą wychodzić z teatru.
Dyrektorka przyznaje, że po spektaklu pyta artystów „I jak tam, dajecie jeszcze radę?”, bo chodzi też o to aby i oni, i publika dobrze się bawili. I wszyscy dobrze się bawią.

Sztuka i rzemiosło
Ale jest też coś, co mnie bardzo osobiście ujęło, a jest dla mnie ważne, czyli przywiązanie do rzemiosła. Te wszystkie wspaniałe kostiumy, które można podziwiać w „Alicji w Krainie Czarów” powstają tuż obok sceny, w pracowni krawieckiej. Ale sztuka i rzemiosło przenikają się też w sferze nauki.
– Scena jest dla uczniów, ale też absolwentów, młodych tancerzy, którzy kończą swoją naukę i szukają swojego miejsca zawodowego, bo bardzo trudno jest od razu po szkole dostać angaż, a absolwentów jest więcej niż zapotrzebowania – wyjaśnia Anna Niedźwiedź. – I u nas jest ten idealny moment, żeby praktykować, rozwijać się i poczekać na swój moment. A artysta nie może przestać tańczyć – rok, dwa czy trzy lata przerwy to jest koniec.
I wtedy do naszej rozmowy włącza się sam Kapelusznik, którego zaprosił do nas kompozytor Gabriel Kaczmarek.
– Bardzo ważny jest też dla nas kontakt mistrza z uczniem – objaśnia Gabriel Kaczmarek. – Marcin jest pierwszym skrzypkiem w filharmonii, koncertmistrzem i zarazem jednym z najlepszych skrzypków w Poznaniu. I młodzi widzowie oraz nasi uczniowie mogą podziwiać kunszt jego pracy i na czym on polega , a przy tym mieć najlepsze wzorce.
Przyznam, że sama podczas spektaklu zastanawiałam się, czy Kapelusznik gra naprawdę, a okazało się, że dane mi było podziwiać wybitnego artystę. Takie niespodzianki lubię. To są czary! A Marcin Hermann bawi się z uczniami i młodymi widzami już 10 lat. I to jest niesamowite. Niczym powrót do dobrej tradycji sztuki dziecięcej sprzed czterech dekad.
– Kiedy pytam dzieci, kim jestem, odpowiadają „Klaunem!”. Chyba przez te kolorowe włosy i kapelusz – śmieje się Marcin Hermann. – A ja wtedy pytam „A czytaliście Alicję?”. „Tak, tak, tak” odpowiadają. „A tam był klaun?. „Nie” – znów odpowiadają. „A co mam na głowie?” – próbuję ich naprowadzić. „Kapelusz!”. „To kim jestem? – znów je pytam. „Skrzypkiem!”
Ale przecież każdy ma prawo wyobrazić sobie własną bajkę. Zapewniam, że każdy dorosły przypomni sobie, jak to jest, kiedy zobaczy radość w oczach małych tancerzy i widzów. O to chodzi.
– Ludzie za tą sztuką tęsknią. Wcześniej była wystawiania na większej scenie, w Teatrze Wielkim. Tutaj jest inna konwencja, publika z trzech stron, a widzowie tak jakby na nowo ją odkryli, w związku z czym nadal się jeszcze wspólnie bawimy – wyjaśnia dyrektorka.

Podróż do Siebie
Ale zaraz, zaraz… Gdzie podziała się główna bohaterka sztuki, czyli Alicja? Wciela się w nią niezwykle uzdolniona i obdarzona czarującym sopranem Ksenia Shaushyshvili. Wokalistka współpracuje z Teatrem Cortique od lat, nauczyła się też elementów akrobatycznych, żeby wspinać się lub zjeżdżać na specjalnych szarfach w trakcie przedstawienia. Zapytałam ją, czy niczym Alicja, ona też dowiedziała się czegoś o sobie.
– To był dla mnie ogrom doświadczenia, nauka pracy z dziećmi. To jest specyficzna scena, trzeba mieć oczy dookoła głowy – opowiada Ksenia. – A ja jestem dość energiczną osobą, a w sztuce miałam być taka bardziej eteryczna, spokojniejsza, więc trzeba było trochę zrzucić z tonu. I cieszę się, ze nauczyłam się tego spokoju. To jest to, czego musiałam się naprawdę nauczyć. I co dało mi też ogromne, pozytywne efekty. Dowiedziałam się, że mogę być różna, bo zagranie dziecka też wymaga pewnych umiejętności aktorskich i to było wyzwanie.
Głos Ksenii i muzyka to dwa nierozłączne elementy przedstawienia. Nie ma słów, jest za to wielki popis dla wyobraźni widza. Ta sztuka może być dla każdego inna.
– Fabuła jest metaforyczna, nie mamy ścisłych, fabularnych rozwiązań, które by nas ograniczały. Mam tu na myśli to, że dany element musi być zrealizowany w określony sposób – opowiada Gabriel Kaczmarek. – Jest to opowieść bardzo symboliczna, niedosłowna. Otwarta interpretacja daje nam gigantyczną dowolność jako twórcom i to nas zainspirowało do przełożenia tej powieści na sztukę.
I to jest właśnie tak zachwycające w powieści Lewisa Carolla, że dotarcie do Siebie wymaga czasem właśnie podróży w głąb dziury za tym Białym Królikiem. I nawet kiedy już sądzisz, że znasz odpowiedź, ta się wymyka lub przemienia. Zadziwia. Dobrze skosztować takiej herbatki, aby poczuć smak życia. Tak, znajdą się czasem ludzie, którzy będą chcieli stłamsić lub narzucić Ci odpowiedź na pytanie, dlaczego kruk jest podobny do biurka. Może będziesz musiał lub musiała przez to uśmierzyć swój lub ich niepokój, przynajmniej do czasu aż odkryjesz inną odpowiedź na tą życiową zagadkę, która lepiej będzie pasować do Ciebie w
danym momencie. Najważniejsze, że nadal rozmyślasz i przyglądasz się z ciekawością temu, co Cię otacza. I zastanawiasz się, dlaczego kruk jest podobny do biurka…
A Alicja, czyli Ksenia, przeżyje wkrótce nowe przygody na scenie Teatru Cortique. Tym razem, w 2024 roku będzie premiera „Pięknej i Bestii”, do której artyści przygotowywali się od czasu pandemii. I tym razem czeka nas podróż w głąb serca. Czy znajdzie miłość?
Zajrzyjcie do teatru i sami się przekonajcie.

















