Łazarz: Sąsiedzkie śniadanie na trawie

To nie żart na 1 kwietnia! Trochę wstyd się przyznać, ale trzeba: Historię o niezwykłym międzypokoleniowym śniadaniu na Łazarzu powinnyśmy opisać…  prawie dwa lata temu, więc za prokrastynację przepraszamy naszych bohaterów. Ale teraz też jest dobra okazja przypomnieć to spotkanie, kiedy fyrtel świętuje tego dnia dokładnie 125. rocznicę przyłączenia dawnej wsi, a potem gminy Święty Łazarz (a także Jeżyc i Wildy) do Poznania.

To nie będzie opowieść o historii powstania Łazarza i skąd wzięła się jego nazwa. Jeśli jeszcze jej nie znacie, to informacje znajdziecie bez problemu w książkach i w Internecie. Oczywiście, gratulujemy naszej dzielnicy zacnego wieku w granicach Poznania. Co najmniej kolejnych 125 lat w rozkwicie i dobrobycie! J Jako łazarzanki z urodzenia życzymy naszemu fyrtlowi jak najlepiej, chociaż zdajemy sobie też sprawę, że ta trochę zapomniana dzielnica szuka na siebie pomysłu.

Łazarz kojarzony był z handlem i rzemiosłem, a jego punktem centralnym był rynek Łazarski, na który okoliczni gospodarze przywozili towar z własnych upraw. Dzisiaj też ich jeszcze spotkacie, choć nawet wyremontowany rynek nie jest w stanie sprawić, żeby to serce Łazarza biło równie mocno jak przed laty. Dawniej ulica Głogowska też tętniła życiem, teraz jest jakby przygaszona i chyba już tylko najstarsi mieszkańcy pamiętają, że można tu było zaopatrzyć się we wszystko. Po co jechać dalej?

Wiek to tylko liczba

125 lat miejskiego sznytu to zarazem dużo i mało – dużo wysiłku włożonego w rozbudowę, codziennego trudu i pracy, rodzinnych wspomnień i dobrosąsiedzkich relacji, gdzie ludzie się znali i ze sobą rozmawiali. Zapewniamy Was,  że jako dzieciaki chmarą biegaliśmy po wszystkich kątach dzielnicy, z przerwą na łyk wody Grodziskiej w pracowni krawiectwa miarowego mojego Taty. Za mało, stanowczo za mało starań, by o ten społeczny wymiar i łazarski klimat dbać. Im bardziej Łazarz się starzał, tym bardziej ludzie się odsuwali – od niego i od siebie.

I tak z upływem czasu tworzyły się luki pokoleniowe. Dzisiaj na nowo odkrywamy wielowiekowe tradycje poznańskiego rzemiosła, poznańskich zwyczajów, poznańskich fyrtli, poznańskich społeczności. Na szczęście ten narzucony w latach 90. transformacyjny wstyd powoli odkleja się od Polaków i poznaniaków. Coraz więcej osób uważa, że nie wszystko przed 1989 rokiem należy zapomnieć w tej pogoni za Zachodem. I to też wstyd dla dzisiejszych czterdziesto- i pięćdziesięciolatków, bo tego powrotu do tradycji, zwyczajów i więzi lokalnych szukają często bardzo młodzi ludzie. Tak jak potrafią i czują chcą wypełnić międzypokoleniową wyrwę.

Tu chcemy wspomnieć na chwilę Wildę, bo na Nieformalnej Grupie Wildeckiej na Facebooku z ogromnym odzewem spotkał się post o tym, aby kobiety z tej dzielnicy zawiązały koło gospodyń na wzór tych wiejskich. A podczas naszych podróży po powiatach poznańskich poznałyśmy panie z takich kół i zapewniamy Was, że robią kawał dobrej roboty we wzmacnianiu społeczności lokalnych. Dlatego trzymamy kciuki, żeby Wilda wzbogaciła się o własne koło.

Na Łazarzu  aktywnie działa rada osiedla i różne lokalne inicjatywy. To ludzie, którym naprawdę chce się działać dla dobra dzielnicy. Prawdziwi pasjonaci i ludzie z wielkimi sercami. W takim przyjaznym otoczeniu mogą rozwijać się różnorakie społeczne inicjatywy. I właśnie miałyśmy przyjemność być częścią jednej z nich.

Ludzie spoza „bańki”

Ola i Mikołaj to dwie poetyckie dusze, które dzielą się dobrą energią i wierszami. Kiedy się poznaliśmy te dwa lata temu ówcześnie studenci kulturoznawstwa i założyciele Kolektywu Osesi wpadli na pomysł, aby w Ogrodzie Łazarz zorganizować dla mieszkańców dzielnicy śniadanie. To było drugie takie wydarzenie po udanym śniadaniu w parku Wilsona.

– Bardzo nam zależało zrobić wydarzenie dla osób spoza tzw. bańki, czyli swojego grona znajomych. Studiujemy kulturoznawstwo i zauważamy, że jest tak naprawdę niewiele działań łączących pokolenia – opowiada Mikołaj. –  Kiedy żyjesz w dużym mieście, często nie znasz nawet swoich najbliższych sąsiadów, a tak jest okazja poznać się wzajemnie.

Tego dnia w ogrodzie spotkało się wiele osób. Zajrzałyśmy też i my i chociaż nikt tam nas nie znał, to od razu poczułyśmy, że jesteśmy w gronie osób otwartych i życzliwych. A przedział wiekowy? Od najmłodyszch po seniorów.

– Trzeba przyznać, że trochę trudniej jest zaprosić młodych – zauważa Ola. – Z kolei seniorzy zwłaszcza zimą czują się bardziej samotni, kiedy nie mogą wyjść z domu. Za to latem są bardzo chętni i otwarci spotkać się, a wtedy jest bardzo sąsiedzko, serdecznie i niemal rodzinnie.

W działania włączyły się także: osiedlowi radni, klub osiedlowy „Krąg”, a także lokalne firmy. Wystarczyło kilka stołów, krzesła i obrusy, zastawa i coś do picia oraz jedzenia, które mogł też przynieść każdy uczestnik i już była świetna impreza na trawie. I to między blokami. Możliwe? Możliwe.

Międzypokoleniowe sąsiedzkie śniadanie w Ogrodzie Łazarz

Jeden z panów grał na harmonijce, goście śpiewali i żartowali. A że w tym dniu trwała też ogólnopolska akcja Narodowego Czytania, to na szybko udało się znaleźć kilka stron z z powieści „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, którą po kolei odczytywali uczestnicy. Na koniec, w ramach inicjatywy Oli i Mikołaja, biesiadnicy mogli zapisać na papierowych liściach swoje przemyślenia i marzenia, które „obrosły” pobliskie drzewo. Oby się spełniły!

Celebracyjna herbatka

– Widzimy wyraźnie, że te śniadania są potrzebne i to nie tylko mieszkańcom Łazarza – opwoiada Ola. – Zajrzała też do nas pani z Junikowa, która gdzieś znalazła chyba ulotkę i specjalnie przyjechała, bo też chciała przyłączyć się do sąsiedzkiego śniadania.

Na śniadaniu nie zabrakło też pana Mariana, który stał się już właściwie poznańską ikoną social media. A to dzięki Michałowi i Agnieszce, którzy na Łazarzu prowadzili świetny sklep z rzeczami z tzw. drugiej ręki. Na śniadniu Michał siedzi koło pana Mariana, bo ta dwójka – choć dzielą ich lata – zaprzyjaźniła się.

– Najpierw wpadłem na kawę, a ostatecznie stanęło na herbatce – śmieje się pan Marian. – I tak już codziennie odwiedzam.

– No i w końcu został naszym przyjacielem sklepu – dopowiada Michał. – Ja teraz w zasadzie powinienem być w sklepie, ale za szybą zostawiłem kartkę „Zaraz wracam” i wyskoczyłem na chwilę, bo tu jest tak fajnie – dodaje ze śmiechem.

Michał i pan Marian przy wspólnej herbacie stali się przyjaciółmi.

Można śmiało powiedzieć, że sklep Kula Lump stał się nieformalnym klubem kultury i seniora w jednym, bo serdeczni właściciele zyskali ogromną sympatię seniorów, którzy chętnie zaglądali do sklepu.

Z tych spotkań narodziło się wiele cennych spostrzeżeń – zarówno osobistych, jak i społeczno-kulturowych. Były wspólne spotkania, pogawędki czy potańcówki, były żarty, bo okazało się, ze seniorzy to nieźli kawalarze. Były też wystawy ukazujące wymiar senioralnej części Poznania. Z doświadczeń wcześniejszych pokoleń można czerpać wiedzę i wzmacniać poznański „kręgosłup tożsamościowy”, bo niewątpliwie bez znajomości i szanowania własnych korzeni trudno mierzyć się z tym co przynosi jeszcze nieznane jutro.

A może Dzień Sąsiedzkiego Poznania?

Od tego śniadania minęły niespełna dwa lata. Ola i Mikołaj nadal spacerują z poezją po zakątkach miasta i pielęgnują ideę śniadań, które łączą nieznajomych. Z kolei Kula Lump przez ten czas działała i zarazem wspierała łazarską społeczność. Jednak z czasem musiała zamknąć swe podwoje – prowadzenie własnego biznesu jest naprawdę wyzwaniem – kto próbował, ten wie.

Jednak właściciele nie załamali rąk: pożegnali się z klasą i humorem oraz zapowiadają, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Dajmy im zatem czas na znalezienie nowego kursu, bo tacy ludzie jak Ola, Mikołaj i Michał to prawdziwe perełki.

Z naszej strony też jesteśmy sympatyczkami wszelakich pikników i spotkań pod chmurką, z czego nas już chyba znacie. To wtedy można poznać świetnych ludzi, których byśmy nigdy nie poznali zamknięci w ścianach… własnego mieszkania czy nawet głowy. Może to tylko marzenie, a może kiedyś tak się naprawdę stanie, że w jeden ciepły dzień, w swoich fyrtlach i przy wspólnych stołach spotkają się mieszkańcy różnych dzielnic i będzie też okazja do promocji lokalnej przedsiębiorczości. Może ustanowimy taki Dzień Sąsiedzkiego Poznania? Jedno jest pewnie i to powiemy z własnego doświadczenia: Nie odkładajmy na później dobrych gestów i dzialań, bo nie zawsze jest okazja wrócić do napisania historii sprzed lat. 😉

A naprawdę warto, bo…

– Na takim wspólnym śniadaniu spotykamy się z osobami i nie oceniamy, ale wspólnie przyrządzamy posiłki i się zaprzyjaźniamy – zachęca Mikołaj. – To najbardziej demokratyczne i równościowe spotkane: nie ma „innych”, każdy jest taki sam.

ELA

—————————————————————–

Wydarzenie w ogrodzie Łazarz zorganizowali:

  • Kolektyw Osesi
  • Rada Osiedla Św. Łazarz
  • Klub Osiedlowy „Krąg”
  • Kawiarnia Dżungla Cafe
  • Kawiarnia Pączuś i Kawusia

Jeśli pominęłyśmy kogoś z organizatorów, to bardzo prosimy o sygnał – zaraz uaktualnimy. 🙂

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top