
Nieduża pracownia świec sojowych to radośnie bijące serce całej rodziny – Edyty, Mariusza, Zoi i Niny, których poznałam w drodze na rynek Jeżycki po truskawki i szparagi. Ta niezwykle pogodna gromadka znalazła swój drugi dom przy ul. Poznańskiej na Jeżycach. Ale żeby tak się stało, niezbędna była Iskra. Niunia.
A jeszcze jakieś pięć lat temu nic nie było wcale oczywiste. Nie było firmy, zajęcia, radości. Była za to wielka troska, bo Niunia bardzo się rozchorowała. Jej malutkie serduszko nie miało już siły bić. Okazało się, że Nina, młodsza córeczka Edyty i Mariusza, miała bardzo poważną wadę serca. Dzisiaj jej mama opowiada już o tym spokojnie, ale dziewczynka miała raptem 2 proc. szansy na przeżycie. To właśnie wtedy małżeństwo zaczęło robić świece. Dla Niny, Zoi, dla siebie, aby nie myśleć o rodzinnym dramacie i znaleźć siłę, aby się z nim zmierzyć. I to niewielkie światełko świecy rozgoniło wszechobecny mrok. Udało się! Niunia wróciła do zdrowia.
Borejkowa aura
Kiedy weszłam do pracowni Lunamoon zobaczyłam roześmiane siostry dokazujące między regałami sklepowymi, a wśród nich oazę spokoju – tatę. Cała trójka zajadała się lodami w to ciepłe, sobotnie południe. Mama krzątała się na zapleczu. Było w tym rodzinnym obrazie coś z tej „borejkowej” aury Jeżyc. Ja z kolei cofnęłam się wiele lat do czasu, kiedy sama byłam w wieku Zoi oraz Niuni i bawiłam się w pracowni krawiectwa miarowego moich rodziców. Może dlatego poczułam od razu taką sympatię do nowych znajomych z Jeżyc? Kto wychował się w rodzinie rzemieślników wie, że pracownia to jest drugi dom: tutaj się pracuje, ale też bawi czy odrabia lekcje. To naprawdę cieszy, że w tak zmieniającym się świecie są jeszcze takie miejsca z duszą…
A jakie są świece, które powstały z potrzeby serca? Dopracowane pod każdym względem.
– To nie takie proste zrobić świecę sojową. To są testy, testy i jeszcze więcej testów – opowiada Edyta. – Odpowiedni wosk naturalny, a do tego sprawdzanie, skrupulatność i zaangażowanie na każdym etapie produkcji. Ale nasze świece są tak dopasowane, że będą bezpieczne nawet dla alergików – nie dymią ani nie emitują szkodliwych toksyn.

Dom otulony zapachem
Od razu widać, że jest to przemyślany projekt. Każda kolekcja to różne kompozycje zapachowe. Znajdzie się coś dla miłośników muzyki czy filmów. Jeśli tak jak ja lubicie opowieść „Mały Książę” Antoine De Saint-Exupery, to na półce może właśnie na Was czeka kompozycja zapachowa „Książę i Róża”. Ale ponoć prawdziwym hitem sprzedażowym jest świeca „Alicja w Krainie Czarów” z powieści Lewisa Carolla o przygodach małej dziewczynki, która odkrywa, że dotarcie do Siebie wymaga czasem właśnie niezwykłej podróży w głąb dziury za Białym Królikiem.
Świece to też ilustracje autorstwa polskich artystek. Taka świeca to nie jest masowy wyrób, ale niemal bardzo osobisty dodatek do domu, który – a taki cel stawiają sobie właściciele pracowni – otuli go zapachem. To tak jakby z potrzeby serca dzielić się miłością. I może dlatego, w tym drugim domu znalazło się też miejsce dla przyjaciół Edyty i Mariusza, artystów-rękodzielników z Poznania oraz innych części Polski. Znajdziecie tutaj niepowtarzalną ceramikę (m. in. kubki, wazony czy talerze), kosmetyki, dekoracje, akcesoria do domu czy oryginalną biżuterię jak np. ta, która powstała z kawałków rozbitego lustra. W zachwyt wprawiają też pledy wykonane ręcznie na najprawdziwszym krośnie.

Ludzie orkiestry
Ale oprócz tych cudnych wyrobów uwagę zwraca to, co jest najważniejsze, a widziane tylko sercem – aż miło popatrzeć i posłuchać, jak Edyta i Mariusz z dumą opowiadają o pracach swoich przyjaciół, kiedy pokazują zdjęcia artystki, której wyroby ceramiczne są na ich regałach, a zdobienia architektoniczne upiększyły odnowioną kamienicę w Poznaniu.
Rękodzielnicy to trochę tacy ludzie orkiestry. Utalentowani, potrafiący zrobić z różnych rzeczy prawdziwe cudeńka. Ciągle ich mało, a w tych takich nowoczesnych czasach coraz mniej, bo nie każdy rękodzielnik prowadzący pracownię rękodzielniczą ma tyle szczęścia co Edyta i Mariusz. I choć oni sami nie są z urodzenia poznaniakami (pochodzą z Wielkopolski), to właśnie przy ul. Poznańskiej spełnili swoje marzenia. I to tutaj, na witrynie sklepowej Lunamoon niczym na pięciolinie można zobaczyć cudnie brzmiący napis: Kupując w naszym sklepiku wspierasz marzenia małych manufaktur.
– Zrobiliśmy z cytryn lemoniadę, prawda, Niunia? – śmieje się Edyta do rozbawionej niczym iskierka najmłodszej córki. – Piona! Mamy manufakturę!
ELA/EP














